wtorek, 23 kwietnia 2013

Nawilżająca babeczka cytrynowa, czyli umilacz kąpieli

Długa, ciepła i relaksująca kąpiel jest tym co lubię najbardziej. Mimo, że mam niedużą wannę mogę w niej spędzać mnóstwo czasu, do pełni szczęścia brakuje mi tylko książki, którą zawsze ze sobą zabieram. Co Wam będę więcej mówić, przecież wiecie jaką jestem kąpielomaniaczką :P U mnie w domu nigdy nie może zabraknąć przeróżnych kosmetyków do kąpieli, takich jak kule, olejki, płyny oraz kremowe babeczki, dzisiaj skupię się na tych ostatnich :) Kremowa babeczka do kąpieli CYTRYNOWY EXPRESS dotarła do mnie ze sklepu aromatella.pl i bardzo szybko została przeze mnie użyta. To była miłość od pierwszego wejrzenia!


Babeczka ta jest formowana ręcznie, więc każda jest na swój sposób unikatowa. Z wyglądu jest urocza i bardzo niepozorna, ale niech Was to nie zmyli! Kosmetyk ma w sobie kremowe masło kakaowe oraz shea, które nawilżają i odżywiają naszą skórę podczas kąpieli. Zachwycił mnie też zapach, bałam się że będzie to taka cytryna spotykana w środkach czystości, jakie było moje zdziwienie kiedy poczułam aromat tej babeczki, pachnie obłędnie i słodkawo, według mnie można to porównać z kremem cytrynowym. W produkcie oprócz maseł znajdziemy też naturalne olejki cytrynowy oraz limetkowy, a to wszystko przyozdobione żelkowym kawałkiem cytrynki oraz złotymi gwiazdkami brokatu :)


W ciepłej wodzie babeczka rozpuszcza się i delikatnie musuje około 10-15 minut, uwalniając dobroczynne składniki i wypełniając aromatem całą łazienkę. Moja skóra po takiej kąpieli była faktycznie dobrze nawilżona i odżywiona, nie potrzebowałam żadnego balsamu, co u mnie jest rzadkością przy suchej skórze. Uważam, że jest to produkt godny polecenia i wypróbowania, ja z chęcią wypróbuję także inne warianty zapachowe :)

Koszt takiego 30g cudeńka to 11 zł tutaj.

Pozdrawiam
Jedwabna


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Mój KWC wśród balsamów do rąk!

Wy też tak macie, że dopóki czegoś nie wypróbujecie to zazwyczaj podchodzicie do tego sceptycznie?  Ja tak, szczególnie kiedy chodzi o drogie kosmetyki i nie ma tutaj dla mnie znaczenia czy jest to kolorówka czy pielęgnacja. Dzisiaj chcę Wam opisać pierwszy z kilku kosmetyków, do których tak podchodziłam, a podbił moje serce. Mam tutaj na myśli balsam do rąk Pat&Rub z serii rozgrzewającej.


Balsam dostajemy w 100 ml tubie z bardzo wygodną i higieniczną pompką. Dzięki niej możemy wydozować odpowiednią ilość kosmetyku i nic się nie zmarnuje. Etykiety na opakowaniu są proste i czytelne, a co najważniejsze od razu wskazują na pełną naturalność produktu. Dzięki temu, ze etykieta ma na boku przerwę widzimy ile produktu nam jeszcze zostało i nie zaskoczy nas jego nagły brak.


Konsystencja balsamu nie jest zbyt gęsta, należy raczej do lekkich jednak działanie ma lepsze od niejednego, bardzo treściwego kremu do rąk. Na stronie marki przeczytałam, ze jest to idealny balsam do zmęczonych i suchych dłoni, czyli idealny dla mnie. Już po pierwszym użyciu ujął mnie szybkim wchłanianiem i świetnym działaniem. Aktualnie zużyłam go już do końca i śmiało mogę stwierdzić, że doskonale nawilżył i ukoił moje mocno przesuszone dłonie. Dzięki zawartości olejków imbirowego, goździkowego i cynamonowego poprawia krążenie i delikatnie rozgrzewa, czego faktycznie doświadczyłam, używając go w chłodne dni, nie jest to jednak jakieś bardzo intensywne uczucie. Na koniec zostawiłam wielki plus tego kosmetyku, a mianowicie jego zapach. Pachnie obłędnie! Połączenie pomarańczy z imbirem i cynamonem to absolutny strzał w 10 i za każdym razem kiedy smaruję dłonie dopieszcza moje zmysły. Koszt tego cuda to 39 zł za 100 m, jednak na stronie Pat&Rub lub na ich profilu FB bardzo często są promocje i kody rabatowe, z których warto skorzystać :) Ja od siebie polecam ten balsam z całego serca, jak dla mnie nie ma sobie równych. 

Pozdrawiam
Jedwabna

poniedziałek, 11 lutego 2013

MF 2000 Calorie, niestety daleko mu do ideału...

Cześć Dziewczyny!


Dzisiaj będzie szybko i bez zbędnych słów. Kiedy kupiłam w końcu tusz Max Factor 2000 Calorie nie mogłam się doczekać pierwszego użycia. Faktycznie przez pierwszy tydzień byłam nim zachwycona! Rzęsy wyglądały jak piękne firanki, jednak mój zachwyt i miłość nie trwały długo...


...Po tygodniu ochów i achów coś się popsuło i z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej. Pierwsze co zauważyłam to grudki i okropne osypywanie się tuszu, jednak efekt dalej mi to wynagradzał, mimo że nie był już tak zachwycający. Kiedy doszedł efekt pandy i sklejanie rzęs na potęgę powiedziałam DOŚĆ! Dosłownie po dwóch, może dwóch i pół tygodnia kosmetyk całkowicie zmienił konsystencję i właściwości, stał się nie do użytku :/ 


Próbowałam go jeszcze ratować, jednak moje wysiłki na nic się nie zdały. Tusz, a razem z nim moje 30 złotych wydane na niego, wylądowało w koszu. Czytając opinię w internecie, gdzie jest bardzo chwalony, zastanawiam się "Co do cholery?!" i gdzie są te cuda, które sama na początku sama także widziałam?! Może trafił mi się jakiś felerny egzemplarz i ogólnie tusz jest świetny, jednak mimo to nie zdecyduję się na kolejny jego zakup, nie chcę stracić pieniędzy po raz kolejny. 

Lubię tę markę i nigdy nie miałam problemu z ich kosmetykami, tym bardziej jestem zawiedziona tym tuszem. Wam też płatał takie figle? 


Ważne!!! PS. W tym tygodniu spotkało mnie kilka miłych rzeczy, związanych z moim blogiem. Po pierwsze jest już 600 obserwatorów, po drugie tutaj na FB jest już Was ponad 200, a po trzecie stuknęło 100 000 tysięcy wejść! DZIĘKUJĘ! Gdyby nie Wy tak by się nie stało! :) Jest to dla mnie ogromna motywacja i radość :*

Pozdrawiam
Jedwabna
STRONA GŁÓWNA ____________ O MNIE ____________ ARTYKUŁY ____________ WSPÓŁPRACA ____________ KONTAKT